III
-Więc..- zaczął niepewnie Liam- jesteś polką..?
-Tak, zresztą tak samo jak Adam…- co za głupie pytanie, a
tak dobrze nam się rozmawiało. Nie sądziłam, że ktoś tak przystojny może, być
tak niepewny siebie..
-Nigdy nie byłem w twoim kraju, jak tam jest ?
- To zależy jak na to spojrzeć- powiedziałam z uroczym
uśmiechem- w Polsce żyją naprawdę hardcorowi ludzie, niestety głównie
egoiści-chociaż osobiście uważam, że każdy człowiek jest egoistą, bo gdyby nie
ta cecha ciężko byłoby przetrwać, komukolwiek- co do krajobrazu to chyba jak
wszędzie na świecie. Od niektórych miejsc nie oderwiesz wzroku, a o innych
będziesz chciał jak najszybciej zapomnieć. Opowiedziałabym ci o sprawach
politycznych, ale to tylko przy jakiś procentach- dodałam z niecnym uśmieszkiem
- Rozumiem, z tego co mówisz to wypadałoby zagrać tam
jakiś koncert… dużo mamy fanek w Polsce?- kurdę skąd mam to wiedzieć nie znam
nawet żadnej waszej piosenki…
-I to jak dużo!- odpowiedziałam z udawaną pewnością siebie
-To dobrze powiedział Liam- i znowu zapadła krępująca
cisza. Niestety teraz była moja kolej zacząć rozmowę. Chciałam zaproponować
jakiś film, ale TV nie działa… Więc o czym tu rozmawiać?
-Nie jesz kolacji- zapytał, zagłuszając ta cisze.
-Nie jestem głodna, ale jeżeli chcesz to możesz to zjeść
-Nie- odparł śmiejąc się- ja nie jestem jak Naill, chodzi
mi o to, że Paweł kazał ci coś zjeść i gdy to mówił na zdenerwowanego- o nie…
czyli chyba się domyśla o moich małych problemach, bosko myślałam, że są mniej
spostrzegawczy, a jednak nie znam się na ludziach.
- On tak tylko… po prostu , no wiesz droczyliśmy się-
powiedziałam to tak jak, by to były moje ostatnie słowa przed egzekucją.
- Rozumiem, tylko to był jedyny raz kiedy widziałem go tak
wkurzonego.
-On nie był zły- powiedziałam cicho- on się po prostu
martwi…- głos mi się zapadł. Na szczęście nie chciało mi się płakać
-Jeżeli nie chcesz to, możemy zmienić temat- powiedział
przyjaznym tonem i dużym uśmiechem. Zapewne wszystko to było sztuczne….
Kiwnęłam głową.
- Skoro TV nie działa to może pogramy w karty-
zaproponowałam to mimo, iż wiedziałam jak lamersko to brzmi.
-Ok. Jeżeli chcesz koniecznie przegrać. To w co umiesz
grać: w wojnę, czy może w durnia?
-Drwij ze mnie póki możesz, bo jak cię pokonam to przez
wiele dni uśmiech na tej buzi nie zagości. Makao, poker, czy tysiąc ?
- Pozwolę ci wybrać.
-Och! Dżentelmen, no to poker może być- czułam się
świetnie, naprawdę ten pomysł rozluźnił atmosferę.
-Niech będzie. Przyniosę karty. Poczekaj chwilę- mówiąc
to zaczął wychodzić z kuchni i udał się na górę, po dwóch minutach wrócił na
dół z talią kart w reku. Gra się zaczęła. Była dość wyrównana. Z początku
wygrał dwa razy, potem ja wygrałam trzy razy, potem on jeszcze raz i znowu ja.
Ostanie rozdanie, te decydujące należało do niego, a to oznaczało remis. Gdy
skończyliśmy spojrzałam na zegarek i dostrzegłam, że bawiliśmy się tak półtorej
godziny.
- Wow! Dobra jesteś- stwierdził z dumą w głosie
- Dzięki ty tez dajesz radę- powiedziałam z wyższością w
głosie
- Co! Daję radę?- w mgnieniu oka znalazł się przy mnie i
zaczął mnie łaskotać, a ja się wiłam jak jakieś dzikie zwierzę zamknięte w
małej klatce. Miałam straszne łaskotki.
-Dobra litości, byłeś świetny, a ja się obawiałam, że
przegram- razem z wypowiedzianym przeze mnie słowem, jego tortury dokonywane na
mnie dobiegły końca.
-No i to rozumiem. Zgłodniałem trochę. A ty?
- Nie ja nie bardzo- odparłam
- Coś mało jesz, jesteś przeciwieństwem Nailla-
zripostował. Chyba chciał mnie tym z prowokować do wyznań.
- No bo widzisz, nie mam apetytu, bo- chciałam już mu się
wyżalić, a tu nagle otworzyły się drzwi i do domu weszli chłopcy.
- O rany najgorsza biba wszech-czasów- powiedział Zayan
-No i jedzenie było straszne- dodał Naill. Ja i Liam, gdy
to usłyszeliśmy zaczęliśmy się śmiać, co gorsza nie mogliśmy się pohamować.
-Co gołąbeczki z czego się śmiejecie?- spytał Louise
-Z życia- odparłam- no i trochę z Nailla
-Jestem wykończony i idę spać- stwierdził Harry- to była
najgorsza impreza na jakiej kiedykolwiek byliśmy. Chłopaki się z nim zgodzili i
także poszli spać. Ja i Liam znowu zostaliśmy sami, mimo że była cisza to już
nie niezręczna, chyba przełamaliśmy pierwsze lody. Trzeba to samo zrobić z
resztą chłopaków.
-Zmęczenie Harrego i mi się udziela, więc ja też już się
położę – odpowiedziałam
- Ja tylko pozmywam i zrobię to samo co wy- powiedział
Liam. Udałam się na górę energicznym krokiem. Gdy już się wykąpałam i
przebrałam, wskoczyłam na łóżko i przykryłam się mięciutką kołderką, która
pachniała delikatną wanilią. Po zamknięciu oczu nie widziałam już rodziców, ani
dziadków, Nie analizowałam dzisiejszego dnia. Jedyne o czym myślałam to to , że
Liam jest naprawdę fajny… naprawdę bardzo fajny.
________________________________________________________
I co myślicie? Może macie jakieś pomysły na to co powinno się wydarzyć?? Jeżeli tak to piszcie ;)
I w ogóle dziękuję z całego serca każdej osobie, która tu zajrzała chociaż raz i przeczytała chociaż dwa zdania. To dla mnie naprawdę dużo znaczy... ;))

jesteś niesamowita naprawdę :) Uwielbiam tego bloga i czekan na kolejny rozdział !
OdpowiedzUsuńczekam na dalszą część ; ))) .
OdpowiedzUsuńprzy okazji zapraszam do siebie :) ! .
świetne :D ; *
OdpowiedzUsuń